09 lipca 2026 r.
Historia jednego kadru / Jak zamroziłem noworoczny toast
Człowiek robi się coraz starszy, więc coraz bardziej „sentymenalny” – cytując klasyka polskiego kina (Albercik / Symetria). Przeglądając dyski w celu odzyskania miejsca na nowe projekty, trafiłem na fotografię, która powstała kilka lat temu, a dokładnie pod koniec 2020 roku. Miałem w zamyśle zrobić kartkę / grafikę, która kończyłaby rok i rozpoczynała „nowy” czas. Jeśli masz ochotę dowiedzieć się jak powstało takie zdjęcie zapraszam cię na sentymentalną podróż w przeszłość.
Grafika powstała dla Fripers.pl, aby móc przesłać życzenia swoim klientom i kontrahentom – ja również skorzystałem i wysłałem ją do swoich znajomych. Jak takie zdjęcie powstaje? Dziś zdradzę całą tajemnicę. Wszystko zaczęło się kilka dni wcześniej w mojej głowie. Najpierw przyszła analiza: co kojarzy się z tym momentem? Myślałem nad czasem, fajerwerkami, przepięknymi kreacjami w brokacie. Zacząłem się jednak zastanawiać, co tak naprawdę jest najważniejsze tej nocy, kiedy wspólnie z rodziną i znajomymi oczekujemy nowego roku – nowego rozdania kart. Cała zabawa i towarzyszące jej głupoty są niezwykle miłe, lecz cała sala lub domówka zatrzymuje się na ten jeden moment, kiedy strzelają korki i składamy sobie noworoczne życzenia. Szczery toast w podziękowaniu za to, co było, i za to, co będzie.
Tak właśnie w mojej głowie powstał pomysł. Nie mogły być to zwykłe, statyczne kieliszki przy szampanie - bezalkoholowym oczywiście ;) To nie odzwierciedlałoby tej ulotnej chwili. Stąd decyzja o technice splash, bo budzi ona niesamowitą, dynamiczną akcję jak ta noc. Ale jak to wykonać? Jak ustawić te wszystkie światła, aby uzyskać odpowiednie bliki na szkle i perfekcyjnie zamrozić rozlewający, rozbryzgujący się płyn? Takie zaawansowane zdjęcie składa się z wielu kadrów, które są ze sobą precyzyjnie łączone w późniejszym procesie retuszu.
Mój pomysł był taki: aby móc powtarzać ujęcia i aby nie odbiegały od siebie kluczowymi elementami, musiałem stworzyć obraz samych kieliszków, następnie wprawić jeden w ruch i dodać płyn. Aby to zrealizować, ustawiłem szynę od systemu zawieszania oświetlenia, do której przymocowałem jeden z kieliszków. Dwa obok siebie takie same kieliszki to nuda – trzeba było ustawić inny kąt i ciekawy efekt połączenia ich, jakby to był prawdziwy toast. Do tego wykorzystałem mały Magic Arm. To niesamowite narzędzie każdego fotografa produktowego.
Za pomocą ramienia Magic Arm oraz profesjonalnego uchwytu montażowego złapałem kieliszek za nóżkę (i w tym momencie zrobiło się lekko jak w powieści typu Harlequin) i ustawiłem go pod odpowiednim, zadowalającym mnie kątem. Temat zdjęcia był już przygotowany, więc nadszedł czas na następny krok w postaci tła. Miałem pomysł na wersję ozdobną, jednak ostatecznie zrezygnowałem z niej na rzecz tła jednobarwnego, które w żaden sposób nie odciągałoby uwagi od szklanych bohaterów.
Mimo że ogólny zarys kadru krążył mi w głowie już od kilku dni, to samego tła ani jego konkretnego koloru nie miałem wcześniej przygotowanego. Czasami po prostu trzeba coś fizycznie zobaczyć, aby stwierdzić stanowcze TAK lub NIE – w końcu my, faceci, jesteśmy stuprocentowymi wzrokowcami. Sam dobór barwy nie był dla mnie na początku oczywisty, ale wiedziałem jedno: w fizyce światła przeciwieństwa mocno się przyciągają.
Dlatego sięgnąłem po genialne narzędzie, jakim jest koło barw Adobe Color. Aby idealnie dopasować do siebie kolory komplementarne, należy najpierw zdefiniować barwę podstawową. Tymczasem moimi głównymi bohaterami były przezroczyste naczynia do napojów bąbelkowych... :D Myśli w głowie natychmiast się spiętrzyły. Jeśli coś jest sterylnie przezroczyste, to automatycznie przyjmuje kolor tego, co znajduje się w środku lub stoi bezpośrednio za nim.
Szybko więc przekalkulowałem temat: wewnątrz znajdzie się płyn, który ma imitować szampana, czyli uderzy w tony słomkowej żółci z delikatną domieszką pomarańczy. Wrzuciłem tę barwę jako bazę do Adobe Color, a jej idealnym, kontrastowym przeciwieństwem okazał się głęboki odcień niebieskiego. Stało się dla mnie jasne, jaki kolor musi mieć moje podłoże. Wyciągnąłem z zapasów studyjnych tło o odpowiednim, zbliżonym odcieniu i zamieściłem je bezpośrednio za stanowiskiem roboczym.
Czas na oświetlenie. Zacząłem całkowicie niestandardowo – od podświetlenia tła. Pierwsza lampa, uzbrojona w klasyczną czaszę oraz plaster miodu dla maksymalnego skoncentrowania wiązki światła, została skierowana poniżej horyzontu zdjęcia. Światło odbite od niebieskiego tła przepięknie rozjaśniło środkową część kieliszków, pozostawiając ich zewnętrzne kontury głęboko czarne i ostre. Ten efekt w zupełności mi wystarczył. Wiedziałem, że dodając kolejne lampy, wpłynę jeszcze mocniej na ogólne rozjaśnienie sceny, a nie chciałem za wszelką cenę doprowadzić do utraty kluczowych szczegółów przez bezmyślne prześwietlenie kadru.
Następnym krokiem było nadanie bryły całemu kształtowi, aby ludzkie oko nie widziało kieliszków jako płaskiej grafiki, ale jako przestrzenną, walcowato-stożkową formę. Lampę uzbrojoną w softbox typu strip ustawiłem po prawej stronie produktu. Dodatkowo przed samym modyfikatorem umieściłem duży materiał dyfuzyjny, co pozwoliło mi uzyskać na szkle idealne odbicie z pięknym przejściem tonalnym, czyli czystych gradientów światła. Bo umówmy się – nie da się uwiecznić samej przezroczystości. W studiu możemy zarejestrować wyłącznie te rzeczy i bliki, które fizycznie odbijają się w materiałach refleksyjnych, takich jak szkło. Wykonałem całą serię zdjęć z różnym położeniem lampy ze stripem względem dyfuzora, aby na etapie postprodukcji mieć bogatą bazę różnorodnych gradientów do wyboru.
Warto w tym miejscu zauważyć, że gdy fotografowany materiał ma kształt walca i jest jednocześnie przezroczysty oraz refleksyjny, światło ze stripa rysuje blik nie tylko na frontowej ściance. Przechodzi ono przez całą strukturę naczynia i rozświetla również wewnętrzną ściankę po przeciwnej stronie. Gdybyśmy mieli do czynienia z produktem o podstawie kwadratu, ten unikalny efekt optyczny byłby całkowicie nieosiągalny.
No cóż, wszystko wyglądało obiecująco, ale nóżka oraz sama podstawa kieliszka wciąż pozostawały zbyt ciemne – ze względu na niefortunne, wymuszone ułożenie ramienia magic-arm ewidentnie brakowało tam światła. Dlatego wprowadziłem jeszcze jedną, trzecią lampę po lewej stronie produktu. Moim celem było maksymalne rozjaśnienie lewego brzegu szkła. Oczywiście tutaj również pracowała lampa z softboxem i dodatkowym materiałem dyfuzyjnym.
Tak oto powstała kompletna seria ujęć, która stanowiła sterylną bazę do zderzenia się dwóch naczyń, czyli mojego wymyślonego, noworocznego toastu. Podobnie jak przy oświetleniu z prawej strony, ten ostateczny krok również wykonałem w postaci kilku alternatywnych ujęć z przesunięciem akcentów świetlnych. W fotografii reklamowej zawsze lepiej mieć bogatszy wachlarz możliwości podczas postprodukcji niż obudzić się z brakiem klatek. Bo gdy podczas montażu w Photoshopie zabraknie jakiegoś kluczowego detalu, mamy tylko dwa wyjścia: albo pogodzić się z niedoskonałościami i cieszyć się z tego, co udało się osiągnąć, albo wyczyścić szkło i zaczynać cały ten wielogodzinny proces zupełnie od nowa.
Pierwszy, podstawowy krok miałem już za sobą, ale w mojej głowie pojawił się jeden mały, niedograny szczegół. Owszem, stabilna baza była gotowa, ale jak w ostatecznym efekcie końcowym będzie wyglądała podstawa stopki, kiedy w postprodukcji usunę z kadru wszystkie niepotrzebne elementy montażowe i ramię uchwytu? Na tym etapie brakowało mi jakiegokolwiek zdjęcia pokazującego te schowane części kieliszka. Dlatego postanowiłem wypiąć naczynie z uchwytu na magic-armie oraz z szyny i unosząc je po prostu ręką – mniej więcej w tym samym obszarze roboczym – wykonałem dwa dodatkowe zdjęcia pokazujące wyłącznie ten brakujący detal.
Wiele osób w tym momencie mogłoby pomyśleć: „Zwariowałeś? Przecież teraz nie zamontujesz już naczyń w tym samym miejscu!”. Oczywiście, w idealnie tym samym punkcie co do milimetra nie da się ich już ustawić. Ja jednak miałem już kompletną bazę i wszystkie kluczowe części składowe grafiki na dysku – oprócz dynamicznych ujęć płynu, które z natury i tak nigdy nie są powtarzalne. Ta dodatkowa klatka z ręki potrzebna mi była wyłącznie jako czysta, fotograficzna „łatka” na zasłoniętą wcześniej stopkę.
Fotografia szkła – dodatkowe ujęcia bazy dla odtworzenia schowanej pod sprzętem stopki.
Ponownie zamontowałem kieliszek w uchwycie i nalałem do niego „szampana”, po czym wykonałem dodatkowe zdjęcia techniczne, aby sprawdzić, co się zmieniło w oświetleniu po nalaniu płynu, oraz wykonałem pierwszą próbę „zderzenia”. Jednak zanim przejdę do szczegółów, napiszę, jak w mojej głowie urodził się pomysł na motorykę splash, pasującą do zachowania kieliszków podczas toastów.
Prawy kieliszek był zamontowany stabilnie na magic-armie wraz ze słomkowym, żółtym płynem. Na szynie, w miejscu gdzie stał kieliszek, zamontowałem element, który ograniczy jego ruch. Po nalaniu płynu i przesunięciu go w przeciwnym kierunku, dwoma palcami dociskając podstawę do szyny, przesuwałem go w miarę energicznie do momentu, gdzie blokada powodowała jego zatrzymanie i zarazem efekt prawie złączenia się ciał szklanych. Efekt bezwładności powodował wyskakiwanie płynu z naczynia.
Jedną ręką przesuwałem kieliszek, a drugą wyzwalałem migawkę aparatu. Należało to odpowiednio zgrać w czasie - nie za wcześnie, bo nie było żadnego efektu, i nie za późno, bo płyn mógł być już na etapie opadania, a nie wznoszenia. Chcąc wykonać różne ewolucje płynu wypadającego ze szkła, uderzałem nim z różną siłą w blokadę, aż pewnego razu przegiąłem.
Była to jedna z pierwszych prób. Rozpędziłem naczynie tak, że siła zatrzymania była na tyle duża, iż spowodowała uniesienie się podstawy. To sprawiło, że kieliszek pochylił się zbyt mocno w kierunku swojej pary, a siła bezwładności płynu dodała swoje i ewolucja ta zakończyła się rozbiciem jednego z nich. Całe szczęście, że tylko jeden uległ uszkodzeniu, bo inaczej zakończyłbym zdjęcie z braku zapasu – a tak, to nawet na jednym można było dalej eksperymentować z wychlapywaniem płynu z naczynia.
Gdy zdjęcia zostały zakończone, pozostało już tylko wybrać najciekawsze splashe oraz zmontować je z wcześniej przygotowaną bazą w postaci zatrzymanego momentu stykania się dwóch szklanych naczyń. Jednak gdyby nie efekt wylewającego się płynu i tych pojedynczych kropelek zatrzymanych w locie, cały kadr byłby po prostu statyczny. Bez tego dynamicznego detalu widz musiałby się domyślać, dlaczego te kieliszki w ogóle się na siebie przewracają.
Nie czuję się ekspertem od psychologii i niewiele na jej temat wiem, ale w tym miejscu podświadomie mocno ocieramy się o psychologię w fotografii. Czasem jeden mały drobiazg potrafi całkowicie zmienić interpretację całej ekspozycji. W tym przypadku to właśnie te krystaliczne krople nadały scenie sens, zamieniając zwykły upadek szkła w radosny, noworoczny toast.
I tak dotarliście do końca opowieści o tym zdjęciu. Podczas precyzyjnego wycinania rozbryzgów wpadłem na pomysł, że z tych naturalnych kształtów dynamicznej wody da się stworzyć cyfry – i tak też zrobiłem, co przy formie typowej kartki noworocznej potężnie podniosło finalny efekt końcowy.
Jak podobała Ci się ta opowieść zza kulis studia? Spróbujesz wykonać takie zdjęcie sam w swoim warsztacie, a może chciałbyś, aby ktoś z wieloletnim doświadczeniem wymyślił i wykonał taki kreatywny projekt za Ciebie? Napisz do mnie w sekcji kontaktowej – chętnie pogadam o trudnych technicznie wyzwaniach świetlnych!
